Suzuki S-CROSS 1,6 DDiS – test

Tym razem do testu dostałem S-CROSSa z silnikiem wysokoprężnym. Czy będzie inny od wersji benzynowej, testowanej kilka miesięcy wcześniej?
Na pierwszy rzut oka nie ma. Oba pojazdy to ta sama topowa wersja wyposażenia „elegance”. Nawet kolor jest identyczny. „Crystal Lime Metalic” to zieleń z odcieniem złota. Dla chętnych zadanie, znajdź różnice

S1,S1b

Uważni dopatrzą się, że w wersji 1,6 DDiS dołożony większą lotkę tylniego spoilera i chromowane listwy wokół pojazdu. Z listwami to odważne posunięcie. Offroadowe akcesoria plus chromowane listwy, czy nie za dużo dwa grzybki w barszczu. Jak dla mnie wyszło dobrze.
Wnętrze obu pojazdów takie samo, dopiero w bagażniku mała zmiana. W schowku pod podłogą zagospodarowano przestrzeń sprytnym patentem

sc7,s2b

Różnice zaczynają się po naciśnięciu przycisku START. I w cale nie chodzi tu tylko o charakterystyczny klekot silnika. To dwa całkiem różne pojazdy.
W mieście zdecydowanie bardziej odpowiada mi charakterystyka benzyniaka. Zdecydowanie cichszy i szybciej reaguje na dodanie gazu. Z dieslem nie jest źle, ale dynamika mniejsza. Jeśli chce gwałtownie przyśpieszyć to trzeba poczekać aż turbina dostarczy porcję mocy. Trwa to tylko chwilę i czujemy jak moc ciągnie nas do przodu. W benzynie przełączamy allgripa na tryb sport i moc mamy od razu. W dieslu też jest allgrip z trybem sport, ale nie ma tego efektu. Jest jeszcze jeden minus diesla, właśnie dźwięk silnika. W czasie jazdy jest to praktycznie beż znaczenia, ale przy ruszaniu i pod światłami , trzeba się do niego przyzwyczaić.
W trasie sytuacja się odwraca. Silniki wysokoprężny jest bardziej elastyczny. W benzynie satysfakcjonującą dynamikę auta uzyskamy dopiero w trybie „sport”. W dieslu podobny efekt mamy cały czas. Przyśpieszenie od 0-100km/h w obu autach to 12s. Subiektywne wrażenie jest jednak na korzyść diesla. Prawie cały czas dysponujemy rezerwą mocy. Zmiana trybu jazdy na „sport” w tym przypadku nie jest tak zauważalna.
Za to asystent zmiany biegów, który w benzynie kompletnie się nie sprawdził (chyba że lubimy mułowate samochody), tutaj daje radę. Sugerowane zmiany przełożeń są adekwatne do sytuacji. Jedyna sytuacja kiedy było pudło. to zmiana przełożenia na wyższe, przed górką. Widać asystent nie jest połączony z nawigacją i nie widzi drogi przed samochodem.
Z podpowiedziami czy bez, oba pojazdy nagrodzą spokojną jazdę niskim spalaniem. Spalanie w testowym modelu wahało się od 4,1 do 6,8l na 100km. Najwyższe spalanie oczywiście w mieście. Najniższe w trasie, ale o taki wynik trzeba się już trochę postarać. Na eko jazdę wybrałem starą „2” z Kutna do Warszawy. Zwykła droga, normalny ruch, trochę świateł i spowalniaczy. Jazda zgodnie z przepisami, tam gdzie dozwolone 90 to 90, w zabudowanym 50. Przez chwilę na wyświetlaczu średnie spalanie wskazywało równe 4 litry, niestety wjazd do Warszawy i jazda po mieście zepsuły wynik. Skończyło się na 4,1 l/100km co i tak uważam za dobry wynik na 120 kilometrowej trasie w normalnym ruchu.
Jak już jestem przy finansach to trzeba powiedzieć o cenach. Wersja 1,6 DDiS jest droższa o 18000zł od benzyny. Przy obecnych cenach paliw trzeba długo czekać aż ta różnica się zwróci. Utrzymanie diesla też będzie droższe, zwłaszcza naprawy. Na szczęście nie tylko najniższa kwota decyduje o zakupie, inaczej wszyscy jeździliby tylko najtańszymi autami.

s3a

s4a

Jedna myśl na temat “Suzuki S-CROSS 1,6 DDiS – test”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *